Konformizm mój

Oczy człowieka siedzącego na skale w ułamku sekundy zabłysnęły i zgasły. Z niepokojem spojrzał w dal gdzie na widnokręgu chmurzyła się ciemna plama. Dłoń obcego oparta o kolano zaczęła drżeć, jakby władzę nad nią przejmowała nieznana złowroga siła. Na twarzy przesłoniętej szarą, wypłowiałą, chustą pojawił się nieznośny grymas bólu. Postać do tej pory dumnie wyprostowana, pochyliła się do przodu jakby zgięta niespodziewanym ciosem w żołądek, a z gardła wydobył się cichy jęk. Z widocznym wysiłkiem, wyciągnął prawą rękę usiłując oprzeć ją na rękojeści ukrytego w zdobionej pochwie jataganu, jednak ręka nie chciała już słuchać jego woli. Bezwiednie wyciągnęła się do przodu dłonią ku górze tylko po to aby gwałtownie zgiąć nadgarstek w stronę ziemi. Siła była tak przerażająca, że ciszę przeszył suchy trzask pękających ścięgien i łamanych kości. Oczy obcego wypełniły łzy, ale nie pozwolił sobie już na żaden dźwięk, znosząc w milczeniu to co musiało nadejść.

Musiało. Wiedział o tym. Nie wiedział jak i dlaczego, ale kiedy wstał trzy dni temu ze swego posłania i coś skierowało jego wzrok, a później kroki ku wzgórzom był już pewny, że burza nadejdzie. Oczyma wyobraźni widział czarną chmurę na widnokręgu i czuł, że wraz z nią nadciąga coś czego pojąć nie był w stanie. Wyzwolenie? Koniec?

Dłoń mężczyzny zamarła w niespotykanej pozycji kiedy zdruzgotane palce dotknęły łokcia. Po chwili żelazny ucisk zelżał, a zmiażdżony nadgarstek opadł bezwładnie. Druga ręka uniosła się także. Ktoś patrzący z boku na całą scenę nie mógłby się oprzeć wrażeniu, że ma przed sobą lunatyka. Obcy zrozumiał, że żaden opór nie ma najmniejszych szans. Postanowił bezwiednie oddać się w moc nienazwanego. Jego nogi rozpoczęły dziwny taniec unosząc całą sylwetkę ku górze i powoli wiodąc go na spotkanie z cieniem, który powoli zbliżał się do skał.
Zanim ciało obcego zniknęło w kłębiącej się ciemności, do świadomości człowieka dotarła zaskakująca myśl. Jak dobrze czasem płynąć i nie myśleć – pomyślał.

Czasem tak chciałbym, żeby ktoś lub coś pokierowało moimi krokami. Podjęło trudne decyzje, powiedziało co i jak robić. Czasem dobrze jest płynąć z prądem, nawet jeśli wiem, że i tak zawsze pójdę już własną drogą. Omijając Nienazwane.

Podziel się!
Ten wpis został opublikowany w Emocje, Opowiadanie, Osobiste. Dodaj do zakładek.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *