ACTA, a piractwo

Nie da się uniknąć całkiem tego tematu. ACTA. Czytam, obserwuję i myślę, że tu tak naprawdę wcale nie chodzi o piractwo. Mamy wszelkie niezbędne mechanizmy służące do ścigania piratów, ustawy, prawa, umowy. I? Nic. Kolejne uwarunkowania prawne niewiele w tym zakresie zmienią, bo gdyby była realna wola ścigania piratów dawno zabrano by się za to. O co więc chodzi? O globalizację i korporacyjność.

Może nazwiecie mnie oszołomem, ale pomyślcie. Świat na przestrzeni ostatnich lat zmienił się bardzo. Dawniej w dobie humanizmu liczyły się relacje międzyludzkie, emocje. Na tym polega fenomen tych którzy dziś z przekonaniem mówią, że za komuny było lepiej. Było! Nie na rynku, nie w sklepach, ale między ludźmi. Było poczucie wspólnoty, wspólnej sprawy, działania. Z czasem jednak ciężar życia społecznego z humanizmu przesunął się w kierunku ekonomii. Dziś proponuje nam się transakcje. Ktoś kto przychodzi do lekarza nie jest już pacjentem najczęściej tylko klientem, uczeń jest klientem w szkole, a pomiędzy nim a nauczycielem zachodzi transakcja wymiany wiedzy i środków, kolejne reformy nie wymagają od szkoły wychowania człowieka poczciwego, uczciwego i wszechstronnego, ale wymagają skuteczności procesów nauczania, mierzą, ważą, wąchają. I dalej mamy: klienta w kościele, u psychologa, w sądzie. Najlepszym przykładem tego jest tzw „kultura”, jeszcze 30 lat temu gwiazdami zostawały osoby z charyzmą, reprezentujące coś sobą. Dziś wystarczy wziąć człowieka z ulicy, dorobić mu historię, uczesać i napisać o nim w Bravo. Nawet śpiewać nie musi umieć. Wystarczy że się o nim mówi. I mamy gotowy PRODUKT. Nie gwiazdę. Produkt, który trzeba sprzedać, kubeczki, długopisy, plakaty, puzzle, maskotki, lalki, płyty, biografie, imprezy. Cały przemysł, tylko esencji brak – kultury” Łapka w górę kto pamięta hit lata sprzed 5 lat. A przeboje sprzed 20 lat? Ot różnica – to nie był produkt. (na marginesie chyba to jedyny powód dla którego uważam, że Rysiek Riedel odszedł we właściwym czasie – nie byłby dziś dobrym produktem)

Realnej władzy nie sprawują już od dawna ludzie działający dla obywateli, ale tacy, którymi kierują strefy wpływów. Korporacje. Nie narodowe, ale coraz częściej ogólnoświatowe, dla których jedynym wyznacznikiem wartości jest realny zysk. Pieniądze.

Jak to się ma do ACTA? Oczywiście, że ma. ACTA chroni tylko i wyłącznie interesy korporacji. To kolejny krok do niwelowania naszej swobody i wolności na rzecz świadomej kontroli, nawet nie ze strony aparatów państwowych – które są tu tylko narzędziem do celu, ale ze strony tych, którzy realnie tych wpływów potrzebują. Po co potrzebują? Ano po to aby gromadzić i przetwarzać o nas informacje aby oferować nam to czego „pragniemy”. Pragniemy bo oni nam mówią, że to dobre. Zastanawialiście się czasem czemu młodzi ludzie chłoną bezmyślnie papkę popkulturową, którą im się serwuje? Dlaczego idole zmieniają się co kilka miesięcy? Ano właśnie dlatego, ze ktoś celowo w celach czysto marketingowych mówi im co jest dobre, modne, Potrzebne. Niezbędne do życia i oddychania. Jak powietrze. Wyprodukować, sprzedać, zapomnieć. I krąg się zamyka.

Właśnie do tego służy ACTA i podobne regulacje. do unifikacji pragnień, potrzeb do takich, które odpowiadają tym, którzy chcą na nas zarabiać. Muszą nas kontrolować. Bić po łapach za nieprawomyślność i głaskać kiedy będziemy robić czego zechcą. Jak pieski Pawłowa. Właśnie dlatego negocjacje były za zamkniętymi drzwiami i nie wiemy nawet kto i jakie lobby stoją za tymi zapisami.

Spłycanie dyskusji wyłącznie do piractwa i zawartości naszych dysków. powoduje, że stawia się tych, którzy są przeciwko po złej stronie barykady. Tymczasem jestem przekonany, że powinniśmy sprzeciwiać się ACTA wyłącznie jako narzędziu ograniczającego naszą swobodę na rzecz kontroli ze strony innych podmiotów. Myślę, że Orwell zdziwiłby się, ale właśnie tak funduje nam się cholernie Wielkiego Brata. Nie jako system polityczny, ale jako system finansowo-korporacyjny. Przepraszam. Sami sobie to fundujemy, bo już na każdym kroku dajemy sobą sterować – dokonując bezmyślnych wyborów w sklepie, jedząc w ich knajpach i słuchając ich muzyki. Uprzedzam – ja również. Pytanie czy damy im więcej i kiedy zorientujemy się kto tu rządzi.

Podziel się!
Ten wpis został opublikowany w Emocje. Dodaj do zakładek.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *