Rysiek

Stoję w naszym sklepie płytowym na jednym z festiwali. Ludzie podchodzą zagadują, albo uciekają wzrokiem przy każdej próbie kontaktu. Szanuję to. Staram się tylko aby się dobrze czuli. Lubię to co robię. W tłumie ludzi wyłapuję dziewczynkę w koszulce z napisem Dżem. Uśmiecham się do niej, łapię spojrzenie. Czerwieni się lekko ale pyta – „A ma Pan coś Dżemu?”. Z uśmiechem podaję jej płytę ciesząc się z błysku w jej oczach.

Jakoś w okolicy 30 lipca ludziom przypomina się Rysiek. W prasie pojawiają się artykuły, stacje radiowe jakoś częściej sięgają po Whisky. Prezenterzy urodzeni już po jego śmierci zapewniają o swoim wielkim przywiązaniu do skazanego na bluesa.

Z jednej strony cieszę się, bo wiem już na pewno, że w Polsce Rysiek został legendą, stając w jednym szeregu z największymi. Morrison, Hendrix, Joplin, Lennon i Riedel.

Zastanawiam się jednak czasem ile ta dziewczynka tak naprawdę zrozumie z tego co chciał powiedzieć On. Ile poza suchymi wiadomościami czuje prezenter w radio. Bo przecież poza treścią piosenek Rysiek miał jeszcze coś czego nie zobaczycie na płycie, czego nie zagrał Kot w filmie (skądinąd doskonałym). Miał charyzmę na scenie. Nie grał. Nie tworzył muzyki. Był muzyką. Był emocjami, a dopiero potem ciałem, które odmawiało mu z czasem posłuszeństwa coraz częściej.

Wyrwanie jego twórczości z kontekstu czasów w jakich żył, z kontaktu ludzi i marzeń powoduje, że zaciera się to co najważniejsze. Człowiek w kapeluszu. Taki jak my, ale samotny. Albo tak jak my samotny w tłumie. Po prostu Rysiek.

Nie wiem czy jego śmierć była przedwczesna. Boję się, że nie odnalazłby się ww współczesnym chłamie scenicznym. Pewnie z obrzydzeniem traktowałby listy przebojów i koncerty w operze.  Jego nie dało się trzymać w klatce kontraktów i na tym polegała jego wielkość i to zarazem był jego wielki dramat.

Jeśli więc go nie znałeś, nie żałuj. Ale też nie oceniaj.

Jeśli go nie znałeś, to nie żałuj
Jeśli go nie znałeś, to nie żałuj, nie
Bo przyjaciela straciłbyś
Bo przyjaciela straciłbyś – jak ja

Nie, Ty go nie znałeś, nie
Lubiłeś tylko czasem posłuchać jak gra
A czy pomyślałeś, skąd biorą się tacy jak on
A czy pomyślałeś, skąd biorą się tacy jak on

Był jednym z niewielu skazanych na bluesa
Ten wyrok dodawał mu sił
Miał dom i rodzinę, spokojnie mógł żyć
Lecz często uciekał, by stanąć przed wami
By znów nabrać sił, by znów nabrać sił

Bo czasu miał mało, przeczuwał to
Skazany na bluesa, ilu jeszcze jest takich jak on
Skazany na bluesa, no ilu jeszcze jest takich jak on, jak on
No ilu jeszcze jest takich jak on

Ilu jeszcze jest takich jak on…

Podziel się!
Ten wpis został opublikowany w Blues, Emocje. Dodaj do zakładek.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *