Z pamiętnika hodowcy Kota – dzień 18. Zapachniło.

Czas leci, co? A my z Lilką młodniejemy. Dziś będzie o zapaszku.

Tego czego się najbardziej obawiałem przed adopcją kota to chyba była kuweta. Jako zadeklarowany psiarz nie miałem zielonego pojęcia o tym jak to będzie i jak za przeproszeniem ugryźć ten temat. Dookoła mnie wszyscy ostrzegali, że kot to smród w domu i ciągłe kłopoty. Sam nie jestem entuzjastą ciągłego porządkowania rzeczywistości wokół mnie więc świadomość, że będę biegał do kuwety ciągle z dziwną łopatką (której istnienia jako laik nawet nie podejrzewałem i nie kupiłbym jej w ogóle) była dla mnie może nie odrażająca, ale ciężka do ogarnięcia. Poza tym mnóstwo pytań. Ja nie znając kociego języka muszę poinformować koteła, że ma robić do kuwety. Jak?!? Nie zmieszczę się do niej żeby mu to pokazać, a nawet jakbym to zrobił to wątpię, żeby ktokolwiek jeszcze – włączając w to Lili chciał z tej kuwety korzystać…

Strach zajrzał mi w oczy tym bardziej, kiedy pierwszego dnia pobytu kota w domu nagle usłyszałem z kuchni radosne ciurkanie a na podłodze i wycieraczce (tak, tak wycieraczce – moja kuchnia to jednocześnie przedpokój), pojawiła się piękna plama. Ile to się w kocie zmieści to przechodzi ludzkie pojęcie.
Na szczęście okazało się, że prawie do wszystkiego można się przygotować. Płyn usuwający zapachy został zamówiony wraz ze słynną wyprawką. Kuwet pozbawiona wieczka została błyskawicznie za radą opiekunów ze stowarzyszenia, przesunięta tam gdzie Lili czuła się bezpieczniej i następne siku wylądowało już we właściwym miejscu. Później kuwetkę przesuwaliśmy sobie z Lili stopniowo do łazienki w spokojny kącik, aż ostatecznie dotarła na miejsce. Szybko okazało się, że nasze hmmmm zwyczaje łazienkowe da się pogodzić. Chodzę do łazienki kilka razy dziennie i nie ma żadnego problemu aby pobawić się w tym czasie choć raz w archeologa i poszukać skarbów w kuwecie i spuścić je z wodą. Od kiedy kupiłem worki do kuwety, wymiana całego żwirku też nie jest niczym szczególnym. Zapach? Ja samiec jestem. Znoszę bez wyraźnego protestu swoje skarpety po całym dniu w pracy, więc miałbym się krzywić przy kuwecie? Never! Raz jeden poczułem koci mocz kiedy Lili wczoraj jakoś nie trafiła do kuwety i połowa znalazła się na wycieraczce. Ale od czego jest woda? Żaden problem 

W sumie chciałem tylko napisać tym, którzy podobnie jak ja boją się kuwety, że primo koty są mądre i wiedzą że w piachu fajnie się załatwiać i przyzwyczajenie do kuwety nie wymaga intensywnych ćwiczeń (a już na pewno nie osobistego przykładu), a secundo jeśli choć troszkę dbacie o siebie i o to aby nie roztaczać wokół siebie nieprzyjemnej atmosfery to dbanie o czystość waszego kota nie jest żadnym problemem. Nawet dla samotnego samca. Dasz radę, skoro mi się udaje.

Podziel się!
Ten wpis został opublikowany w Kot, Lili, Z pamiętnika hodowcy kota... i oznaczony , , . Dodaj do zakładek.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *