Z pamiętnika hodowcy Kota -dzień 6. Mięsne zaciumkanie

Koty mają dziwne właściwości nasenne. Co jakiś czas miewam kłopoty ze snem – ale od kiedy pojawiła się w domu Lili zasypiam, jak tylko położy się obok i zacznie mruczeć. Problem polega na tym, że potem wstajemy oboje wymiętoleni i nieumyci spod koca o 2 w nocy – Lili ma frajdę i urządza kocie harce po całym domu, wskakując na półki i drzwi i polując na wszystko co wystaje gdziekolwiek (nauczyłem się układać przedmioty na stołach i szafkach tak aby nie były widoczne z kociej pozycji ani na milimetr). Plus jest taki, że po 15 minutach takiej zabawy kładziemy się zgodnie do pościelonego już łóżka i śpimy tam do samego rana. Dziś udało mi się pospać do 7:43. Wow!


Najnowsza rozrywka Lili to szukanie kryjówek – okazało się, że materiał zamocowany na tyle kanapy, nie przewidział kota i ma szparkę w którą może wcisnąć się kot i tak dostać do skrzyni z pościelą kiedy kanapa jest złożona. Kota znalazłem po 2 godzinach poszukiwania. Złośliwiec kosmaty, nawet nie miauknęła. Strach teraz składać i rozkładać kanapę. Coś wymyślę. Jest u mnie igła i nici i troszkę sznurka od sznurowania okna.

Wczoraj mieliśmy też pierwszy raz mięsko na kolację. Zakupiłem kawałek wołowinki i troszkę serc drobiowych i postanowiłem urozmaicić kotu dietę. Przez pierwsze 3 minuty siedziała przy misce z wyrazem pyszczka mówiącym – „Ale stary pewny jesteś, że to TEN obiad?!?”. Potem poszła sobie nie spróbowawszy mięsa. Kiedy usiadłem do swoich zajęć pojęła, że nie mam zamiaru wymieniać zawartości miski na jej ukochanego Mac’sa. Nieśmiało skradała się do miski, tak żebym nie zauważył, co oczywiście z satysfakcją odnotowałem kątem oka (wiem, wiem oko nie ma kąta ). Niestety Lili nie przewidziała, że o tym, że mięsko jej smakuje poinformuje mnie wkrótce kocie mlaskanie i ćwierkanie. Pierwszy raz słyszałem żeby kot ćwierkał i ciumkał z zadowolenia . Miska została wylizana do czysta, a kot przeszczęśliwy. Chyba sam dziś spróbuję tej wołowinki…
Lili pokazuje też troszkę pazurki – muszę uważać bo jej polowania na rękę stają się coraz śmielsze. Staram się używać zabawek, ale nie zawsze ma na nie ochotę. Czasem po prostu chce się pobawić mną. W każdym razie mrozu na dworze nie odczuliśmy. Nadal w domu jest ciepło i mrucząco.

Podziel się!
Ten wpis został opublikowany w Kot, Lili, Z pamiętnika hodowcy kota... i oznaczony , , . Dodaj do zakładek.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *