Z pamiętnika hodowcy kota – dzień 27. Zazdrosna kinomaniaczka

Dziś będzie poważniej. No w zasadzie ma być.
Niektóre zwyczaje kota są dla mnie bardzo zaskakujące. Lili reaguje bardzo na dźwięki docierające z telewizora, nie bawią jej obrazy, radosna muzyka, ale przyciągają ją klimaty, które również uwielbiam czyli…. horrory. Kiedy tylko z głośnika zaczyna się sączyć niepokojąca muzyka, kot zalega albo na stole przed telewizorem, albo na podłodze i nie odrywa uszu i oczu od ekranu i okolic. Potrafi się nawet wystraszyć w odpowiednim momencie. Nadwrażliwość słuchowa mojego kociaka przejawia się również, kiedy rozmawiam przez telefon lub skype. Mieszkam sam więc nikomu nie przeszkadzając używam do tego głośnika telefonu lub komputera. Lili nie znosi kiedy się z kimś zagadam. W zasadzie to nie znosi nawet momentu w którym zaczynam gadać do kogokolwiek poza nią samą. Kiedy tylko słyszy rozmowę, ładuje się mi na biurko kładzie się na telefonie albo odsuwa ode mnie mikrofon, który mam na statywie i domaga się pieszczot. Ot taka to zazdrośnica.

Wczoraj mieliśmy za to pierwszą nieprzyjemną przygodę. Znaczy ja miałem – ona jak to dumny kociak nie wyglądała na przejętą. Lili jak zwykle władowała mi się na kolana domagając się pieszczot. Ja lubię te kocie mizianki i ochoczo przystąpiłem do działania, więc po chwili Lili leżała rozmruczana i szczęśliwa. Nagle bez ostrzeżenia (teraz wiem, że ostrzega ogonek – którego Lili nie ma i źrenice których nie widziałem), chwyciła moją dłoń pazurkami przednich łapek, zaczęła mnie kopać tylnimi i ugryzła mnie mocno. Byłem tak zszokowany i zaskoczony, że tylko wyrwałem jej swoją rękę z pyska więc rozorałem sobie pół nadgarstka. Spokojnie odstawiłem ją na podłogę i poszedłem opatrzyć ranę. Lili zaraz po tym uspokoiła się i 10 minut potem już była rozmruczanym kotem, siedzącym przede mną na biurku. Nie wiem szczerze co to było. Wyglądało na bardzo brutalną zabawę, albo na jakiś odruch, który nieświadomie uruchomiłem głaszcząc. Muszę ją jednak baczniej obserwować. Do kompletu powiem Wam jeszcze, że ta mała futrzasta paskuda obudziła mnie potem o 3 w nocy, liżąc moją dłoń, którą wcześniej poraniła. Oj kota sporo ciężej rozgryźć niż psa jednak…
Oczywiście dalej kocham ją dokładnie tak samo .

Aha – uwaga dla niecierpliwych i początkujących hodowców kotów. Warto czasem po prostu dać kotu czas. Zanim do domu zawitała Lili kupiłem jej coś co wydawało mi się świetnym pomysłem. Leżaczek na kaloryfer. Mięciutki, puchaty cudny. Lilka nie spojrzała na niego przez blisko 3 tygodnie. A dziś zejść z niego nie może. Czasem trzeba poczekać .

P.S.: Butchers chyba przypuszcza jakąś ofensywę bo dziś kupiłem Butchersa Classic w sklepie Delikatesy Centrum . Fajnie bo na półce dla kotów nie stoją już wyłącznie śmieci .

Podziel się!
Ten wpis został opublikowany w Kot, Lili, Z pamiętnika hodowcy kota... i oznaczony , , , . Dodaj do zakładek.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *