Z pamiętnika hodowcy Kota – dzień 29. Kocie spa i kulinarne orgazmy

Rany na dłoniach po kocich zadrapaniach goją się strasznie powoli, nie lubię ich, bo nawet jeśli nie bawimy się z Lili moimi dłońmi świadomie to noc wydaje się by dla mojego koteła idealną porą na polowanie. No i na co tu polować jeśli w okolicy brak gryzoni, a co i rusz spod kołdry nieopatrznie wystają jakieś końcówki człowieka. Na szczęście nie wszystkie. A potem tłumacz się w pracy, że nie wpadłeś w agrest tylko masz w domu przyjaciela…

Lili jest naprawdę przecudownym miziakiem, dzień po pogryzieniu ponownie wspięła się na moje kolana. Ja nauczony doświadczeniem zacząłem mizianie delikatniej i ostrożniej i na wszelki wypadek głęboko zaglądając jej w oczy. Co zrobiła zatem moja kocica? Ni stąd ni zowąd zaczęła szorstkim jęzorkiem piling mojego starego pyska, wylizała dokładnie całe czoło, policzki i nos, oszczędzając łaskawie oczy, a na deser próbowała doprowadzić do ładu moją pozimową brodę, ale na tym etapie wymiękła nieco, kiedy moje futro zaczęło jej osiadać na języku. Chyba jest nieco twardsze i mniej smaczne niż jej delikatne futerko.
Byłem nieco zaskoczony i nie wiedziałem jak się zachować, ale skoro niejeden pies już mi mordę lizał to pomyślałem, że i kota zniosę. Dzielnie. W każdym razie dziwnie mi z tym było.

Cieszy mnie również to, że nie mamy żadnych problemów żywieniowych. Ze zdumieniem czytam czasem na grupie że kot nie chce czegoś jeść. Lili je absolutnie wszystko, choć zauważyłem, że obserwuje też moje reakcje. Kiedy podaję jej coś nowego i zwracam baczniejszą uwagę na podany posiłek jest dużo ostrożniejsza. Kiedy zostawiam ją całkiem wcina aż miło. Zastanawiam się, czy część sugestii nie przekazujemy kotełom podświadomie. Jeśli nam się wydaje, że z nową karmą może być problem i pokazujemy kotu naszym zachowaniem, że dzieje się coś szczególnego wzbudzamy w kocie niepewność. Zwierzę nie wie przecież dlaczego my traktujemy posiłek jakoś wyjątkowo, dlaczego baczniej je obserwujemy, albo mocniej zachęcamy do jedzenia. Tak było z wołowiną. Lili najpierw powąchała i odeszła od miski, zdziwiona i zawartością i moim zachowaniem. Dopiero kiedy odszedłem i zająłem się swoimi sprawami zaciekawiona wróciła, a po chwili słyszałem już tylko mlaskanie zadowolonego kota . Wczoraj pierwszy raz dałem jej całe podudzie kurczaka, zastanawiałem się jak to będzie, ale okazało się, że rozrywanie mięska, instynkt drapieżcy poradził sobie idealnie i po chwili na podłodze została wylizana i ogryziona do czysta kostka… Te zęby delikatnego koteczka potrafią jednak nieźle nabroić… Najlepsze były jednak dźwięki które towarzyszyły posiłkowi – chyba pierwszy razy usłyszałem prawdziwe „omomomomomommmmmmmmmm” z pyszczka Lili . Aż odważyłem się podejść, położyć na podłodze i uwiecznić ten moment. To był prawdziwy kulinarny orgazm. Dobrze, że kurczak miał dwie nogi…

 

Podziel się!
Ten wpis został opublikowany w Kot, Lili, Z pamiętnika hodowcy kota... i oznaczony , , , . Dodaj do zakładek.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *