Z pamiętnika hodowcy Kota – dzień 75 – Zakocony

Od paru dni Lili nie śpi ze mną, wędruje gdzieś po domu przychodząc wtedy kiedy się budzę. W ogóle nasze relacje jakoś się ochłodziły po tym obsikiwaniu moich butów, Lilka jakby ogranicza mi mizianie bo jestem bardziej naburmuszony. Może i ma rację, ot ciężki czas w pracy, masa trudnych decyzji, zmian. Pewnie to moja wina. Ale ponoć dobro limitowane jest cenniejsze więc cieszą mnie te dobre chwile. Zaczęła też wybrzydzać z jedzeniem i strzela focha na Mac’s, Butchersa i Animonde losowo. Nigdy nie wiem co jej nie podpasuje i jeszcze rozgryzam ten klucz. Jedną karmę je z apetytem na śniadanie, a na obiad kręci na nią nosem i próbuje zakopać miskę pod parkietem. Jedynie mięso znika natychmiast bez żadnego protestu. Na szczęście ja też jestem cierpliwy i nadal sądzę, że z terrorystami się nie negocjuje. Jedzonko stoi w zacienionej ślepej kuchni wytrzyma parę godzin bez problemu. Zazwyczaj Lili kapituluje i z wielkim niesmakiem zjada całość malutkimi porcjami nawet nie wiem kiedy.

Kiedy tylko jednak próbuję popracować Lili znajduje się dziwnym trafem albo na klawiaturze, albo na rozłożonych dokumentach, albo na kolanach i wciska łepek pod rękę rozmruczając się rozkosznie. Nie ma wyjścia, godzina z głowy.  No dobra kocham to kocisko.

Zauważyłem jednak, że odkąd tylko zacząłem poważnie rozważać adopcję Lili zmienił się radykalnie mój Facebook. Wiecie o co chodzi? Przedtem miałem tam cały wielki różnorodny świat, muzyka, filozofia, książki, rozrywka. Dziś kiedy zaglądam widzę tam tylko i wyłącznie koty. Rude, łyse, futrzaste, pasiaste, pustynne dzikie i oswojone, wykastrowane i miauczące cicho. Rozbawione, machające ogonami pod nosem komuś, jedzące z miski i podłogi, uciekające przed goniącą je perfidnie reklamówką, wpatrzone w obiektyw i odwrócone do niego kuperkiem. A nawet jeśli nie ma na ekranie przypadkiem kota to są tam wędki, drapaki, podrapane dłonie, zdjęcia karmy, legowisk itp. Itd.

Kiedy tylko o tym pomyślałem tuż przed ekranem monitora wylądowała Lili z triumfalnym uśmiechem pyszczka i przysiągłbym, że gdyby mogła gadać powiedziałaby: „No co stary, czegoś się spodziewał? Pępek ci się przesunął. Pępek wszechświata!”. I zupełnie nie wiem dlaczego przez głowę przebiegła mi zapomniana melodyjka z dzieciństwa ze zmienionym lekko tekstem: „To Lilka jest i Mózg, Mózg, Mózg….”. Nagle dostałem dreszczy i spuściłem wzrok skromnie. Zmęczony jednak jestem…

Podziel się!
Ten wpis został opublikowany w Ja, Kot, Lili, Z pamiętnika hodowcy kota... i oznaczony , , . Dodaj do zakładek.

2 komentarzy do Z pamiętnika hodowcy Kota – dzień 75 – Zakocony

  1. Irena napisał:

    Masz talent. Z pzyjemnoscią czytam Twoje wpisy. Pewnie powstanie fajna książka z tych zapisków. W jednm czasie zaadoptowalismy kotki i mam świetne porownanie. Moja jest bardziej wybredna i nie taka miziasta no i…. nie sika do butow.Nie czrka tez ze się obudzę tylko drze mordę i po spaniu, a ona wtedy bezwstydnie idzie spac na balkon !

    • Adam napisał:

      🙂 Cieszę się, że lubisz to czytać. Dla mnie to też forma pamiętnika przyznaję. Jak Lili będzie już nobliwą staruszką za 18 lat 😉 To z przyjemnością wrócę do naszych początków, a tak się składa, że pamięć bywa zawodna.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *