Archiwa kategorii: Lili

Mamy rok. Rok wspólnego życia, docierania się, walki o kołdrę i ciszę nocną i upojnego miziania podczas audycji radiowych i wieczornych seansów filmowych. Ciężko mi przypomnieć sobie jak wyglądało życie przedkotowe. I dobrze.

Jak wygląda nasze życie? Jest cudownie rozmruczane. Uśmiechnięte i miziaste. Ja wypełniłem kocią potrzebę posiadania oddanej służby i ciepłego domu, Ona wypełniła moją potrzebę przynależenia do kogoś i opiekowania się kimś. Nie gadam już sam do siebie, za to z Lili mogę przegadać i godzinę. O wszystkim, bo rozmawiamy o sztuce, filozofii, muzyce, a nawet – przyznaję, że coraz częściej – psioczymy oboje na miłościwie nam panujących polityków. Lili rozumie i jest straszną gadułą, ja chyba rozumiem mniej, ale gadać też potrafię.

Czytaj dalej

Od paru dni Lili nie śpi ze mną, wędruje gdzieś po domu przychodząc wtedy kiedy się budzę. W ogóle nasze relacje jakoś się ochłodziły po tym obsikiwaniu moich butów, Lilka jakby ogranicza mi mizianie bo jestem bardziej naburmuszony. Może i ma rację, ot ciężki czas w pracy, masa trudnych decyzji, zmian. Pewnie to moja wina. Ale ponoć dobro limitowane jest cenniejsze więc cieszą mnie te dobre chwile. Zaczęła też wybrzydzać z jedzeniem i strzela focha na Mac’s, Butchersa i Animonde losowo. Nigdy nie wiem co jej nie podpasuje i jeszcze rozgryzam ten klucz. Jedną karmę je z apetytem na śniadanie, a na obiad kręci na nią nosem i próbuje zakopać miskę pod parkietem. Jedynie mięso znika natychmiast bez żadnego protestu. Na szczęście ja też jestem cierpliwy i nadal sądzę, że z terrorystami się nie negocjuje. Jedzonko stoi w zacienionej ślepej kuchni wytrzyma parę godzin bez problemu. Zazwyczaj Lili kapituluje i z wielkim niesmakiem zjada całość malutkimi porcjami nawet nie wiem kiedy.

Czytaj dalej

Od kiedy mamy siebie z Lili, mam również ku mojemu zaskoczeniu swój ulubiony sklep mięsny. W sklepie pani Jadzia Rzeźniczka, najpierw nadziwić się nie mogła, że ktoś kupuje wołowinę dla kota, zamiast jakichś ochłapów, a dziś już konspiracyjnym szeptem oznajmia mi podczas moich czwartkowych wizyt, że odkroiła mi cudowny kawałek goleni z kością i że kotek będzie przeszczęśliwy. Goleń faktycznie cudna z poprzecznym kawałkiem kości udowej mogłaby zachwycić niejednego konesera. Ale te pół kilograma jest nasze :P. Wróciwszy do domu sprawnie pokroiłem mięso na 3 porcje w rytm dość miarowego i coraz bardziej natarczywego miauczenia.

Czytaj dalej

Skłamałbym, gdybym mówił, że życie z kotem to wyłącznie sielanka, po początkowej fali entuzjazmu zdarza mi się kląć sprzątając „pachnącą cudnie” w upale kuwetę, czy poszukując czystej skarpetki, która jeszcze 10 minut temu wisiała sobie na grzejniku, a którą Lili uznała, za swoją najnowszą ulubioną zabawkę. Ale… Totalnie odpierdzieliło mi na punkcie tego zwierzęcia.

Czytaj dalej

Pamiętacie jeszcze, że początkująca z nas para kocio-człowiecza? Jeszcze dwa miesiące temu zielony byłem w temacie kota jak szczypiorek na wiosnę, dziś z uśmiechem politowania oglądam program „Kot z piekła rodem” w jakiejś telewizji, bo po chwili zdaję sobie sprawę jakie głupie błędy robią właściciele kotów. Dzisiejsi postanowili nosić kota na ręce brzuchem do góry, miziali go bez przerwy po podwoziu i byli bardzo zaskoczeni, że ciągle są podrapani… No proszę… Nawet ja nie jestem taki rozgarnięty inaczej.

Nie, nie wiem wszystkiego o kotach, ciągle się uczę (naprawdę ten zwrot zawsze będzie mi już przypominał pana prezydenta?!?). Ostatnio przeżyłem ciężki zawód bo oglądając film na temat mowy ciała kota odnotowałem, że ponad połowa filmiku poświęcona była ogonkowi. Czyli tej części komunikacji, która nam z Lili totalnie odpadła. Wraz z jej dumnym futrzastym zakończeniem. Nic to!

Czytaj dalej

Wiem, wiem, rzadziej pisuję, co nie znaczy wcale, że przygód u nas mniej, czy wątpliwości wszystkie rozwiane. Żyjemy sobie zmagamy się z kocioludzką codziennością i chyba jest nam niezgorzej razem z Lili.

Lili boi się burzy. Kiedy tylko na zewnątrz zaczyna być słychać pierwsze pomruki mrocznego nieba zaczyna bardzo poszukiwać fizycznego kontaktu z człowiekiem czyli z mua. Kontakt może być obojętnie jaki, od słodkiego mruczenia, poprzez ochocze zniechęcanie do podjętych przeze mnie czynności, np. przez polowanie na moje ręce kiedy usiłuję coś napisać, pokroić itp. – „zostaw to przecież masz koteła”, aż po  akupunkturę kocich paznokci na rozmaitych partiach mojego ciała, jeśli nierozsądna burza zastanie nas w nocy. Budzę się wtedy nie bardzo wiedząc czy obudziło mnie miauczenie, chodzenie po mnie z wyciągniętymi pazurkami, czy może jednak grzmot za oknem. Kot w każdym razie kiedy już zdobędzie moją uwagę jakby przestaje się bać i spokojnie kładzie się w zasięgu ręki, która odtąd nieprzerwanie musi gładzić królewskie kocie ciałko i zapewnić odpowiednią dawkę bezpieczeństwa. I spróbuj tu pospać nad ranem…

Czytaj dalej

Muszę przyznać, że moja Lili nie należy do najbardziej obowiązkowych kotów, dlatego też dziś wydrukowałem i powiesiłem na lodówce wykaz zadań, za które Lili powinna być odpowiedzialna. Za miesiąc ją rozliczę. No oczywiście jeśli do tego czasu nauczę ją czytać.

1. Kot musi bronić człowieka przed roślinami doniczkowymi.

 2. Kot musi stale utrzymywać człowieka w dobrej kondycji, powodując, by się często ruszał i schylał zbierając długopisy, skarpetki, zapalniczki i inne drobne… przedmioty.

3. Kot musi mocno trzymać zębami długopis, gdy człowiek próbuje pisać.

Czytaj dalej

To już 5 tygodni jak objęłam moje nowe włości. Nie jest to co prawda to samo co moja stara stodoła, ale ciepło, cicho i służba jest. Nie ma też tych innych kotów, które tak mnie drażniły. Oczywiście zawsze mogło być lepiej, ale gorzej też bywało. Zwłaszcza zimą.

Ten mój człowiek nie jest taki zły, nawet czasem pozwalam mu się pogłaskać bo jak się zaczął oswajać to zauważyłam, że to lubi. Oczywiście bez przesady – czasem trzeba dać mu po łapach, żeby się nie rozbestwił. Wiadomo człowieka trzeba sobie wychowywać. Na początku było mi z nim troszkę dziwnie, zastanawiałam się nawet kto podrzucił mi takiego dziwaka do mojego nowego domu, ale okazało się, że jak ktoś jest wielkim, brodatym człowiekiem to nie oznacza od razu, że nic nie kuma. Parę dni i już owinęłam go sobie wokół łapki.

18

Czytaj dalej

Zastanawiam się, czy kiedyś nie będę miał o czym napisać w pamiętniku „hodowcy”. W końcu chyba przyjdzie kiedyś taki moment kiedy kot przestanie mnie zaskakiwać, a w nasze życie wkradnie się najpierw oczekiwana stabilizacja, a potem znienawidzona rutyna? Na razie życie z Lili nie zapowiada takich rozwiązań. Nic, a nic.

Dwa dni temu odwiedził mnie właściciel mieszkanie, które wynajmuję i jednocześnie mój sąsiad z dołu. Nie był u mnie wcześniej od kiedy mam kota (albo raczej kot ma mnie). Lili choć ostrożna w stosunku do nieznanych sobie ludzi, ku mojemu zdumieniu podbiegła do niego zaczęła ocierać się o jego nogi, a potem bezceremonialnie umieściła swój piękny futrzasty tyłeczek na jego kolanach. Wojtek nie zmieszany pogłaskał kota i wyjaśnił mi, że przecież znają się doskonale bo rozmawiają prawie codziennie. Zaskoczony miałem już przed oczyma, że oto wścibski właściciel włamuje mi się do mieszkania pod moją nieobecność uwodząc jedną z najważniejszych kobiet w moim życiu – czyli Lili. Okazało się jednak, że prawda jest, jak to zwykle bywa, dużo banalniejsza. Otóż kiedy wychodzę Lili urzęduje na parapecie okna, które wychodzi na podwórko i zdarza się jej prowadzić konwersacje z moimi sąsiadami. Oni do niej wołają, ona im odpowiada i wszyscy są zadowoleni. Dobrze! Pomyślałem – widać nie tylko mi odwaliło na tyle, żeby godzinami dyskutować z kotełem!

Czytaj dalej

Przeżyliśmy wczoraj drugie szczepienie. Widok przemierzającego ulice małego miasteczka z kotem w torbie, sporego faceta budził niezrozumiałe zainteresowanie dzieci i staruszek, więc nasza podróż nieco się przedłużyła bo wymagała sporo wyjaśnień, że nie robię krzywdy temu kotu. Wynegocjowaliśmy z panią weterynarz zamknięcie okna – co uznała za słuszne (i za to ma dużego plusa u mnie). Lili ponownie była genialnie spokojną i grzeczną pacjentką, nie wysunęła nawet pazurka. Oględziny wypadły rewelacyjnie i jak tylko cudna futrzasta dama nabierze odporności poszczepiennej wybieramy się nad rzekę, na spacer. Po sterylce nie ma już prawie śladu, a i kikutek ogonka porasta radośnie futerkiem. Zdecydowanie troszkę serc i wątróbki drobiowej (a jakże) należało jej się w bonusie po powrocie. Nie rozumiem tylko dlaczego pani doktor postanowiła nas obrazić na koniec twierdząc, że Lili zaokrągliła się tu i ówdzie. To jawne oszczerstwo, Lili po prostu zaczyna wyglądać bardzo kocicowato. I tyle. Spokojnie trzymamy dietę – szczególnie kocią. Bo z moją to różnie bywa, jak to u samotnego (nie licząc koteła) faceta.

Czytaj dalej

10/21