Archiwa kategorii: Lili

Rany na dłoniach po kocich zadrapaniach goją się strasznie powoli, nie lubię ich, bo nawet jeśli nie bawimy się z Lili moimi dłońmi świadomie to noc wydaje się by dla mojego koteła idealną porą na polowanie. No i na co tu polować jeśli w okolicy brak gryzoni, a co i rusz spod kołdry nieopatrznie wystają jakieś końcówki człowieka. Na szczęście nie wszystkie. A potem tłumacz się w pracy, że nie wpadłeś w agrest tylko masz w domu przyjaciela…

Lili jest naprawdę przecudownym miziakiem, dzień po pogryzieniu ponownie wspięła się na moje kolana. Ja nauczony doświadczeniem zacząłem mizianie delikatniej i ostrożniej i na wszelki wypadek głęboko zaglądając jej w oczy. Co zrobiła zatem moja kocica? Ni stąd ni zowąd zaczęła szorstkim jęzorkiem piling mojego starego pyska, wylizała dokładnie całe czoło, policzki i nos, oszczędzając łaskawie oczy, a na deser próbowała doprowadzić do ładu moją pozimową brodę, ale na tym etapie wymiękła nieco, kiedy moje futro zaczęło jej osiadać na języku. Chyba jest nieco twardsze i mniej smaczne niż jej delikatne futerko.
Byłem nieco zaskoczony i nie wiedziałem jak się zachować, ale skoro niejeden pies już mi mordę lizał to pomyślałem, że i kota zniosę. Dzielnie. W każdym razie dziwnie mi z tym było.

Czytaj dalej

Dziś będzie poważniej. No w zasadzie ma być.
Niektóre zwyczaje kota są dla mnie bardzo zaskakujące. Lili reaguje bardzo na dźwięki docierające z telewizora, nie bawią jej obrazy, radosna muzyka, ale przyciągają ją klimaty, które również uwielbiam czyli…. horrory. Kiedy tylko z głośnika zaczyna się sączyć niepokojąca muzyka, kot zalega albo na stole przed telewizorem, albo na podłodze i nie odrywa uszu i oczu od ekranu i okolic. Potrafi się nawet wystraszyć w odpowiednim momencie. Nadwrażliwość słuchowa mojego kociaka przejawia się również, kiedy rozmawiam przez telefon lub skype. Mieszkam sam więc nikomu nie przeszkadzając używam do tego głośnika telefonu lub komputera. Lili nie znosi kiedy się z kimś zagadam. W zasadzie to nie znosi nawet momentu w którym zaczynam gadać do kogokolwiek poza nią samą. Kiedy tylko słyszy rozmowę, ładuje się mi na biurko kładzie się na telefonie albo odsuwa ode mnie mikrofon, który mam na statywie i domaga się pieszczot. Ot taka to zazdrośnica.

Czytaj dalej

No tak, tak. Niech pierwszy rzuci kamieniem ten kto nie nagrzeszył w święta, chociażby obżarstwem. Lili troszkę nabroiła, a i ja święty nie jestem.

W sobotę kiedy leżałem w łóżku rozmyślając jedynie o tym, jak szybko dobiec do łazienki w razie nagłej potrzeby, nawiedziła mnie chorego córka. Święta co prawda spędzała u babci, ale ze święconką szła w okolicy, więc wpadła z koszyczkiem poświęconym już, aby choć na chwilkę towarzystwa mi dotrzymać. Tradycyjnie jak to chory facet próbowałem się wyżalić, a jednocześnie być troszkę bohaterem aby dziecku przykro nie było, że sam tak sobie leżę. Mi zresztą bardzo przykro nie było bo na Showmaxie filmów ciekawych sporo, łóżko miękkie i kot mruczący, więc gdyby nie nadmiernie częsty szum z muszli byłoby idealnie.

Czytaj dalej

No i są „święta”. Nie jestem szczególnie religijny, przyznaję, ale lubię czasem świąteczne tradycje. Miałem pojechać na dwa dni do domu do Rodziców, pomóc w gotowaniu przygotowaniach, zjeść coś swiątecznego. Lili ponieważ nie może jeszcze podróżować pociągiem – nie chciałem jej przysparzać stresu, miała zostać w domu pod opieką córki, która spędza święta z drugą lokalną babcią i która raz dziennie miała ogarnąć kuwetę i napełnić automatyczną michę. No i dotrzymać kotu towarzystwa. Ale wiecie jak to jest – jak chcesz rozbawić Pana Boga to koniecznie opowiedz mu o swoich planach.

Czytaj dalej

Jestem samotnym człowiekiem. Kawaler z odzysku, powypadkowy, pewnie troszkę zdziwaczały z męskimi denerwującymi nawykami, nie szukam przygód, lubię spokój. Ot po prostu sobie jestem i staram się nie wadzić nikomu. (Spokojnie to nie będzie kiepskie ogłoszenie matrymonialne). Ale jako, że jestem wolny czasem mam ochotę skorzystać z tej wolności – pojechać na koncert, do kina, czasem zanocować w innym mieście kiedy się coś przedłuży. W końcu jestem też radiowcem więc czasem powrót po nocnym koncercie gdzieś daleko jest kłopotliwy i w domu ląduję przed południem dnia następnego. Czasem zostaję dłużej w pracy (szkoła), a Lili je trzy razy dziennie i wtedy mam kaca moralnego, że biedna czeka na obiad… Zastanawiałem się co zrobić z regularnymi posiłkami Lili w tym czasie, poczytałem i odkryłem Cat Mate . Ktoś próbował?

Czytaj dalej

Czas leci, co? A my z Lilką młodniejemy. Dziś będzie o zapaszku.

Tego czego się najbardziej obawiałem przed adopcją kota to chyba była kuweta. Jako zadeklarowany psiarz nie miałem zielonego pojęcia o tym jak to będzie i jak za przeproszeniem ugryźć ten temat. Dookoła mnie wszyscy ostrzegali, że kot to smród w domu i ciągłe kłopoty. Sam nie jestem entuzjastą ciągłego porządkowania rzeczywistości wokół mnie więc świadomość, że będę biegał do kuwety ciągle z dziwną łopatką (której istnienia jako laik nawet nie podejrzewałem i nie kupiłbym jej w ogóle) była dla mnie może nie odrażająca, ale ciężka do ogarnięcia. Poza tym mnóstwo pytań. Ja nie znając kociego języka muszę poinformować koteła, że ma robić do kuwety. Jak?!? Nie zmieszczę się do niej żeby mu to pokazać, a nawet jakbym to zrobił to wątpię, żeby ktokolwiek jeszcze – włączając w to Lili chciał z tej kuwety korzystać…

Czytaj dalej

Poza całkowicie zwyczajnymi kocimi sprawami, takimi jak spanie na stole i bieganie po szafach i tymi mniej zwykłymi jak coraz śmielsze polowanie na moje dłonie, czy długie i przeraźliwe miauknięcia kiedy nie zwraca się na kota uwagi, mój kot ma jeszcze jedną tajemniczą właściwość, którą w moim domu miała do tej pory tylko pralka automatyczna. Wiecie jak to jest ze skarpetkami w praniu? Nieważne ile razy sprawdzisz przy ładowaniu prania do pralki i tak zawsze po zakończeniu programu będzie którejś brakowało. Tak już jest i koniec. Kiedyś podejrzewałem kobietę z którą mieszkałem, że te zaginięcia to pretekst do kolejnych zakupów, które uwielbiała, potem zrozumiałem, że jest na to „za mała” bo w tej skali w jakiej obserwuję to zjawisko to musi być ogólnoświatowy proceder chińskich zapewne producentów tekstyliów i pralek automatycznych. Ot taki portal do krainy zaginionych skarpetek.

Czytaj dalej

Stabilizacja. Ja śpię Lili po mnie biega i oboje jesteśmy…

Czytaj dalej

No i wróciliśmy po wizycie u weterynarza. Lili okazała się…

Czytaj dalej

W końcu sielanka. Sypiamy prawie doskonale, czasem tylko czuję jak coś przebiega po mnie w nocy polując na pluszową myszkę, lub dostanę piłeczką w ucho, a kiedy otwieram oczy to widzę zdziwione ślepia patrzące na mnie z podłogi pod stołem. „No co stary? Przecież się bawię!” Czas największej aktywności Lili przypada na godzinę pierwszą i drugą w nocy – parę nocy temu udało jej się wejść na uchylone drzwi od łazienki, a potem nie bardzo wiedziała co począć z tym stanem kociogórnej szczęśliwości, więc musiała mnie obudzić krzykiem – „Staryyyyyyy pomocyyyyyyyyyyyyyyy!!!”. Na szczęście jestem człowiekiem z natury dość łagodnym, więc wizja wyprawionego kociego futerka pod łóżkiem pojawiła się w mojej głowie tylko na sekundę.

20/21