Z pamiętnika hodowcy Kota – dzień 33. Widzem ciem tata jak śpisz!

Zastanawiam się, czy kiedyś nie będę miał o czym napisać w pamiętniku „hodowcy”. W końcu chyba przyjdzie kiedyś taki moment kiedy kot przestanie mnie zaskakiwać, a w nasze życie wkradnie się najpierw oczekiwana stabilizacja, a potem znienawidzona rutyna? Na razie życie z Lili nie zapowiada takich rozwiązań. Nic, a nic.

Dwa dni temu odwiedził mnie właściciel mieszkanie, które wynajmuję i jednocześnie mój sąsiad z dołu. Nie był u mnie wcześniej od kiedy mam kota (albo raczej kot ma mnie). Lili choć ostrożna w stosunku do nieznanych sobie ludzi, ku mojemu zdumieniu podbiegła do niego zaczęła ocierać się o jego nogi, a potem bezceremonialnie umieściła swój piękny futrzasty tyłeczek na jego kolanach. Wojtek nie zmieszany pogłaskał kota i wyjaśnił mi, że przecież znają się doskonale bo rozmawiają prawie codziennie. Zaskoczony miałem już przed oczyma, że oto wścibski właściciel włamuje mi się do mieszkania pod moją nieobecność uwodząc jedną z najważniejszych kobiet w moim życiu – czyli Lili. Okazało się jednak, że prawda jest, jak to zwykle bywa, dużo banalniejsza. Otóż kiedy wychodzę Lili urzęduje na parapecie okna, które wychodzi na podwórko i zdarza się jej prowadzić konwersacje z moimi sąsiadami. Oni do niej wołają, ona im odpowiada i wszyscy są zadowoleni. Dobrze! Pomyślałem – widać nie tylko mi odwaliło na tyle, żeby godzinami dyskutować z kotełem!

Kontynuuj czytanie

Podziel się!
Opublikowano w Kot, Lili, Z pamiętnika hodowcy kota... | Tagi , , , | Zostaw komentarz

Z pamiętnika hodowcy Kota – dzień 31. Zaszczepieni

Przeżyliśmy wczoraj drugie szczepienie. Widok przemierzającego ulice małego miasteczka z kotem w torbie, sporego faceta budził niezrozumiałe zainteresowanie dzieci i staruszek, więc nasza podróż nieco się przedłużyła bo wymagała sporo wyjaśnień, że nie robię krzywdy temu kotu. Wynegocjowaliśmy z panią weterynarz zamknięcie okna – co uznała za słuszne (i za to ma dużego plusa u mnie). Lili ponownie była genialnie spokojną i grzeczną pacjentką, nie wysunęła nawet pazurka. Oględziny wypadły rewelacyjnie i jak tylko cudna futrzasta dama nabierze odporności poszczepiennej wybieramy się nad rzekę, na spacer. Po sterylce nie ma już prawie śladu, a i kikutek ogonka porasta radośnie futerkiem. Zdecydowanie troszkę serc i wątróbki drobiowej (a jakże) należało jej się w bonusie po powrocie. Nie rozumiem tylko dlaczego pani doktor postanowiła nas obrazić na koniec twierdząc, że Lili zaokrągliła się tu i ówdzie. To jawne oszczerstwo, Lili po prostu zaczyna wyglądać bardzo kocicowato. I tyle. Spokojnie trzymamy dietę – szczególnie kocią. Bo z moją to różnie bywa, jak to u samotnego (nie licząc koteła) faceta.

Kontynuuj czytanie

Podziel się!
Opublikowano w Kot, Lili, Z pamiętnika hodowcy kota... | Tagi , , , | Zostaw komentarz

Z pamiętnika hodowcy Kota – dzień 29. Kocie spa i kulinarne orgazmy

Rany na dłoniach po kocich zadrapaniach goją się strasznie powoli, nie lubię ich, bo nawet jeśli nie bawimy się z Lili moimi dłońmi świadomie to noc wydaje się by dla mojego koteła idealną porą na polowanie. No i na co tu polować jeśli w okolicy brak gryzoni, a co i rusz spod kołdry nieopatrznie wystają jakieś końcówki człowieka. Na szczęście nie wszystkie. A potem tłumacz się w pracy, że nie wpadłeś w agrest tylko masz w domu przyjaciela…

Lili jest naprawdę przecudownym miziakiem, dzień po pogryzieniu ponownie wspięła się na moje kolana. Ja nauczony doświadczeniem zacząłem mizianie delikatniej i ostrożniej i na wszelki wypadek głęboko zaglądając jej w oczy. Co zrobiła zatem moja kocica? Ni stąd ni zowąd zaczęła szorstkim jęzorkiem piling mojego starego pyska, wylizała dokładnie całe czoło, policzki i nos, oszczędzając łaskawie oczy, a na deser próbowała doprowadzić do ładu moją pozimową brodę, ale na tym etapie wymiękła nieco, kiedy moje futro zaczęło jej osiadać na języku. Chyba jest nieco twardsze i mniej smaczne niż jej delikatne futerko.
Byłem nieco zaskoczony i nie wiedziałem jak się zachować, ale skoro niejeden pies już mi mordę lizał to pomyślałem, że i kota zniosę. Dzielnie. W każdym razie dziwnie mi z tym było.

Kontynuuj czytanie

Podziel się!
Opublikowano w Kot, Lili, Z pamiętnika hodowcy kota... | Tagi , , , | Zostaw komentarz

Z pamiętnika hodowcy kota – dzień 27. Zazdrosna kinomaniaczka

Dziś będzie poważniej. No w zasadzie ma być.
Niektóre zwyczaje kota są dla mnie bardzo zaskakujące. Lili reaguje bardzo na dźwięki docierające z telewizora, nie bawią jej obrazy, radosna muzyka, ale przyciągają ją klimaty, które również uwielbiam czyli…. horrory. Kiedy tylko z głośnika zaczyna się sączyć niepokojąca muzyka, kot zalega albo na stole przed telewizorem, albo na podłodze i nie odrywa uszu i oczu od ekranu i okolic. Potrafi się nawet wystraszyć w odpowiednim momencie. Nadwrażliwość słuchowa mojego kociaka przejawia się również, kiedy rozmawiam przez telefon lub skype. Mieszkam sam więc nikomu nie przeszkadzając używam do tego głośnika telefonu lub komputera. Lili nie znosi kiedy się z kimś zagadam. W zasadzie to nie znosi nawet momentu w którym zaczynam gadać do kogokolwiek poza nią samą. Kiedy tylko słyszy rozmowę, ładuje się mi na biurko kładzie się na telefonie albo odsuwa ode mnie mikrofon, który mam na statywie i domaga się pieszczot. Ot taka to zazdrośnica.

Kontynuuj czytanie

Podziel się!
Opublikowano w Kot, Lili, Z pamiętnika hodowcy kota... | Tagi , , , | Zostaw komentarz

Urodziny Muddyego

Dziś dokładnie przypada 105 rocznica urodzin jednego z największych muzyków wszechczasów. Panie i Panowie – McKinley Morganfield czyli Muddy Waters.

Nagranie pochodzi z dnia 7 maja 1964 roku zarejestrowane przez Granada Television Kontynuuj czytanie

Podziel się!
Opublikowano w Blues, Bluesowice, Muzyka | Tagi , , | Zostaw komentarz

Z pamiętnika hodowcy Kota – dzień 23. Świąteczne grzeszki

No tak, tak. Niech pierwszy rzuci kamieniem ten kto nie nagrzeszył w święta, chociażby obżarstwem. Lili troszkę nabroiła, a i ja święty nie jestem.

W sobotę kiedy leżałem w łóżku rozmyślając jedynie o tym, jak szybko dobiec do łazienki w razie nagłej potrzeby, nawiedziła mnie chorego córka. Święta co prawda spędzała u babci, ale ze święconką szła w okolicy, więc wpadła z koszyczkiem poświęconym już, aby choć na chwilkę towarzystwa mi dotrzymać. Tradycyjnie jak to chory facet próbowałem się wyżalić, a jednocześnie być troszkę bohaterem aby dziecku przykro nie było, że sam tak sobie leżę. Mi zresztą bardzo przykro nie było bo na Showmaxie filmów ciekawych sporo, łóżko miękkie i kot mruczący, więc gdyby nie nadmiernie częsty szum z muszli byłoby idealnie.

Kontynuuj czytanie

Podziel się!
Opublikowano w Kot, Lili, Z pamiętnika hodowcy kota... | Tagi , , | Zostaw komentarz

Z pamiętnika hodowcy Kota – dzień 21. Koci serwis paramedyczny

No i są „święta”. Nie jestem szczególnie religijny, przyznaję, ale lubię czasem świąteczne tradycje. Miałem pojechać na dwa dni do domu do Rodziców, pomóc w gotowaniu przygotowaniach, zjeść coś swiątecznego. Lili ponieważ nie może jeszcze podróżować pociągiem – nie chciałem jej przysparzać stresu, miała zostać w domu pod opieką córki, która spędza święta z drugą lokalną babcią i która raz dziennie miała ogarnąć kuwetę i napełnić automatyczną michę. No i dotrzymać kotu towarzystwa. Ale wiecie jak to jest – jak chcesz rozbawić Pana Boga to koniecznie opowiedz mu o swoich planach.

Kontynuuj czytanie

Podziel się!
Opublikowano w Kot, Lili, Z pamiętnika hodowcy kota... | Tagi , , | Zostaw komentarz

Z pamiętnika hodowcy Kota – dzień 19. Karmnik.

Jestem samotnym człowiekiem. Kawaler z odzysku, powypadkowy, pewnie troszkę zdziwaczały z męskimi denerwującymi nawykami, nie szukam przygód, lubię spokój. Ot po prostu sobie jestem i staram się nie wadzić nikomu. (Spokojnie to nie będzie kiepskie ogłoszenie matrymonialne). Ale jako, że jestem wolny czasem mam ochotę skorzystać z tej wolności – pojechać na koncert, do kina, czasem zanocować w innym mieście kiedy się coś przedłuży. W końcu jestem też radiowcem więc czasem powrót po nocnym koncercie gdzieś daleko jest kłopotliwy i w domu ląduję przed południem dnia następnego. Czasem zostaję dłużej w pracy (szkoła), a Lili je trzy razy dziennie i wtedy mam kaca moralnego, że biedna czeka na obiad… Zastanawiałem się co zrobić z regularnymi posiłkami Lili w tym czasie, poczytałem i odkryłem Cat Mate . Ktoś próbował? Kontynuuj czytanie

Podziel się!
Opublikowano w Kot, Lili, Z pamiętnika hodowcy kota... | Tagi , , , | Zostaw komentarz

Z pamiętnika hodowcy Kota – dzień 18. Zapachniło.

Czas leci, co? A my z Lilką młodniejemy. Dziś będzie o zapaszku.

Tego czego się najbardziej obawiałem przed adopcją kota to chyba była kuweta. Jako zadeklarowany psiarz nie miałem zielonego pojęcia o tym jak to będzie i jak za przeproszeniem ugryźć ten temat. Dookoła mnie wszyscy ostrzegali, że kot to smród w domu i ciągłe kłopoty. Sam nie jestem entuzjastą ciągłego porządkowania rzeczywistości wokół mnie więc świadomość, że będę biegał do kuwety ciągle z dziwną łopatką (której istnienia jako laik nawet nie podejrzewałem i nie kupiłbym jej w ogóle) była dla mnie może nie odrażająca, ale ciężka do ogarnięcia. Poza tym mnóstwo pytań. Ja nie znając kociego języka muszę poinformować koteła, że ma robić do kuwety. Jak?!? Nie zmieszczę się do niej żeby mu to pokazać, a nawet jakbym to zrobił to wątpię, żeby ktokolwiek jeszcze – włączając w to Lili chciał z tej kuwety korzystać…

Kontynuuj czytanie

Podziel się!
Opublikowano w Kot, Lili, Z pamiętnika hodowcy kota... | Tagi , , | Zostaw komentarz

Z pamiętnika hodowcy Kota – dzień 13. Tajemnica mysiej rodziny

Poza całkowicie zwyczajnymi kocimi sprawami, takimi jak spanie na stole i bieganie po szafach i tymi mniej zwykłymi jak coraz śmielsze polowanie na moje dłonie, czy długie i przeraźliwe miauknięcia kiedy nie zwraca się na kota uwagi, mój kot ma jeszcze jedną tajemniczą właściwość, którą w moim domu miała do tej pory tylko pralka automatyczna. Wiecie jak to jest ze skarpetkami w praniu? Nieważne ile razy sprawdzisz przy ładowaniu prania do pralki i tak zawsze po zakończeniu programu będzie którejś brakowało. Tak już jest i koniec. Kiedyś podejrzewałem kobietę z którą mieszkałem, że te zaginięcia to pretekst do kolejnych zakupów, które uwielbiała, potem zrozumiałem, że jest na to „za mała” bo w tej skali w jakiej obserwuję to zjawisko to musi być ogólnoświatowy proceder chińskich zapewne producentów tekstyliów i pralek automatycznych. Ot taki portal do krainy zaginionych skarpetek. Kontynuuj czytanie

Podziel się!
Opublikowano w Kot, Lili, Z pamiętnika hodowcy kota... | Tagi , , | Zostaw komentarz